W mojej głowie układały się przeróżne historyjki które nie miały końca. Przestałam płakać ale nic nie mówiłam. Nie wiedziałam kogo chce.
serce chciało Richa, ale rozum wiedział że Sam mnie lepiej traktuje
-Kocham cię, zawsze będę-Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego nieskazitelne, niebezpieczne oczy. Poczułam ból w klatce piersiowej. Moje dziecko kopało
-Zobacz, kopie!- Krzyknęłam. Rich wstał i dotknął mojego brzucha. Jego uśmiech był paraliżujący, nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam go takiego szczęśliwego.
-Potrzebuje czasu żeby wybrać-Powiedziałam
-Nie ma problemu, masz mój numer-Uściskał mnie na pożegnanie.
*miesiąc później*
byłam w trakcie pakowania walizek i zdjęć gdy nagle zapukał ktoś do moich drzwi. Otworzyłam to był Sam
-Jeszcze coś zostawiłem-Powiedział. Było mi głupio go teraz zobaczyć po tym jak mu powiedziałam że wracam do Richa, złamałam mu serce.
-Ja będę czekał na ciebie-Powiedział ze smutkiem
-Nie kłam, nawet kilka lat?-Powiedziałam i spojrzałam mu w oczy
-Tak. -Zrobił pauzę- Wydaje ci się że kochasz Richa i że robisz dobrze ale gdy tylko będzie ci źle, on będzie umierał na twoich oczach twoje uczucia znikną. To już nie jest miłość, to jest stare uczucie, pierwsza miłość i tak dalej i jest ojcem dziecka nic pomiędzy tym nie ma -Powiedział i wyszedł.
Miał racje? nie uważałam tak jak on. Moim zdaniem on był błędem, złudzeniem czymś pomiędzy początkiem a końcem. Nie chce tracić Richa, nigdy nie chciałam, ma raka czy nie ma ja jestem jego. Nie potrzebuje być jego żoną czy matką jego dziecka, ja po prostu należę do niego.